Kalendarium wydarzeń

…ONI BOGA OGLĄDAĆ BĘDĄ… (wspomnienie o śp. Kazimierze Mikołajczyk)

dodano 1 września 2014

Ksiądz – poeta, Janusz Pasierb w wierszu „Stare kobiety w kościele”, pisał, że to wiecznie młode narzeczone Pana Jezusa. Każdy z nas w swej kapłańskiej i duszpasterskiej historii spotkał niewątpliwie kogoś takiego. W moim przypadku była to śp. Kazimiera Mikołajczyk (1922-2014) z La Saule w Montceaux les Mines (Saône et Loire).

Dwa miesiące mijają od chwili, kiedy w życiu Pani Kazi z dopełniła się tajemnica przejścia z tego świata do domu Ojca. Historia Jej życia wpisuje się idealnie w ten swoisty Exodus Polaków, którzy w latach dwudziestych ubiegłego wieku, zmuszeni przez materialne warunki panujące w dopiero co odrodzonej Ojczyźnie i zachęcanie przez ówczesną propagandę polską i francuską, nad Sekwaną, Loarą czy Rodanem ujrzeli swoją Ziemię Obiecaną.

Rodzinne strony Pani Kazi to Małopolska – region myślenicki. Stamtąd w wieku 8 lat wyjechała z rodzicami do Francji. Całe swoje życie związała z Montceaux les Mines (Saône et Loire). Pomimo wielu przeciwności, trudnych chwil i prób, jakich nie szczędziło Jej życie, zawsze była w sercu społeczności zamieszkującej dzielnicę La Saule, nazywaną Małą Polską. Dyskretnie, ale jakże owocnie służyła też Polskiej Misji Katolickiej na tym terenie, troszcząc się w bardzo konkretny i praktyczny sposób o tamtejszych polskich duszpasterzy (piszący te słowa, chociaż przebywał w Montceaux tylko 2 lata, doświadczył tego niejednokrotnie; zgodzą się z nim zapewne inni współbracia chrystusowcy, pracujący tam kiedyś – księża Stefański, Sokół, Tobys czy Początek).

Zaangażowanie w życie religijne tamtejszej polonijnej wspólnoty, poparte osobistym świadectwem wiary i ufności w ciągu całej osobistej historii (a zwłaszcza u jej kresu naznaczonej cierpieniem), pokora w przyjmowaniu codziennego krzyża obowiązków i doświadczeń, pełna ciepła i godna zaufania dyskrecja malują portret Jej Osoby… Niezwykły był Jej wyjazd do Polski; pierwszy raz po siedemdziesięciu latach; odwiedziła wtedy rodzinne strony, udała się do Kalwarii Zebrzydowskiej (o której często opowiadała Jej matka), pielgrzymowała do Częstochowy, gdzie w kaplicy Cudownego Jasnogórskiego Wizerunku modliła się w intencji najbliższych – i została wysłuchana…

Śmierć kogoś bliskiego, kochanego jest dla nas zawsze chwilą próby; w której trudno opanować emocje i uczucia żalu, smutku, zwątpienia… Ale też przychodzą w takiej chwili myśli o latach, które minęły, a które nie były tylko mijaniem.

A takie było życie i serce Pani Kazi – muszę to wyznać, mojej drugiej Mamy...

Tak – poprzez Jej długie i niełatwe życie Bóg był uwielbiony...

Bóg ubogich duchem..,

Bóg cichych...

Bóg płaczących...

Bóg czystych sercem...

Bóg spragnionych sprawiedliwości...

Bóg szukających pokoju...

Bóg cierpliwych...

Bóg błogosławieństw...

Dziękuję Bogu za to, że miałem szczęście i radość spotkać Jej Osobę na drodze kapłańskiego powołania... A serdeczna i ufna nadzieja umacnia naszą wiarę, że nie tylko z tego świata jesteśmy, pomaga przetrwać rozłąkę, pozwala patrzeć i widzieć dalej niż trumna, grób i śmierć, i jeszcze bardziej zbliża nas do Tych, którzy przecież żyją – żyją Pełnią życia – w radości i szczęściu bez końca – do jakiej wzywa nas Zmartwychwstały Jezus Chrystus.

Niech Maryja o Niepokalanym Sercu otoczy Cię, Kochana Pani Kaziu, płaszczem swej opieki. Spoczywaj w pokoju i pamiętaj o nas w wieczności, do której wszyscy zmierzamy.

wdzięczny ks. Andrzej W. Sowowski SChr

wrzesień 2014, Montigny en Ostrevent

« wróć do listy wszystkich wpisów